mi_Top - #historia - 884 wpisów

Wróć do statystyk
Sztuka_Wojenna, +2532

Drzwi do kuchni w portugalskim klasztorze Alcobaça. Zrobiono je w ten sposób, aby walczyć z łakomstwem mnichów.

Zapraszam na kanał historyczny: Sztuka Wojenna

#historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #gruparatowaniapoziomu #fotohistoria



Galvay +799
@Sztuka_Wojenna: xD co za szatański pomysł :D
menstruacyjnakaszanka +1236
@Sztuka_Wojenna Czarnym z KK powinno się takie instalować ( ͡° ͜ʖ ͡°)
+
Hunter31, +2429

1. Ukrzyżowanie to najbardziej bolesna metoda pozbawienia życia wynaleziona przez człowieka.
2. Było zarezerwowane przede wszystkim dla mężczyzn winnych szczególnie ciężkich zbrodni. Jezus odmówił wypicia wina, działającego znieczulająco, zgodnie ze Swoją obietnicą z Mt 26,29: ” Powiadam wam, odtąd już nie będę pił z tego owocu winnego aż do dnia, w którym zacznę pić z wami nowe wino w królestwie mojego Ojca.”
3. Jezus został obnażony, a jego ubrania podzielili między sobą rzymscy strażnicy. Stało się to, abo wypełniły się słowa z Ps 22,19: „Rozdzielają między siebie me szaty, a o płaszcz mój rzucają losy.”
4. Ukrzyżowanie Jezusa zapowiadało straszną, długą i bolesną śmierć. Będąc przybitym do krzyża, Jezus musiał utrzymać pozycję nienaturalną i niewykonalną dla anatomii.
5. Kolana Jezusa były zgięte pod kątem ok. 45º i cały Jego ciężar spoczywał na mięśniach ud, wbrew ludzkiej anatomii. Z tego powodu po kilku minutach występują silne skurcze mięśni ud i łydek.
6. Ciało Jezusa opierało się na stopach, które były przebite gwoździem. Gdy mięśnie dolnych kończyn zaczynały słabnąć, ciężar Jego ciała musiał zostać przeniesiony na Jego nadgarstki, ramiona i barki.
7. Po kilku minutach na Krzyżu, barki Jezusa zostały wyłamane ze stawów. W następnych minutach podobny los spotkał Jego łokcie i nadgarstki.
8. Efektem zwichnięcia stawów górnych kończyn było ich wydłużenie o ponad 20 cm, co można zaobserwować na Całunie Turyńskim.
9. Było to wypełnienie przepowiedni z Ps 22,14: ” Jestem rozlany jak woda, ze stawów występują wszystkie moje kości, a serce jak wosk topnieje w moim wnętrzu.”
10. Po wyłamaniu stawów nadgarstków, łokci i barków, ciężar Jego ciała na kończynach górnych spowodował powstanie sił w Jego mięśniach piersiowych większych, okrywających klatkę piersiową.
11. Owe siły sprawiły, iż Jego klatka piersiowa została pociągnięta do góry i na zewnątrz w skrajnie nienaturalny sposób. Ściana jego klatki piersiowej cały czas utrzymywana była w pozycji maksymalnego wdechu. Żeby dokonać wydechu, Jezus wymuszał to całym ciałem.
12. Aby dokonać wydechu, Jezus musiał przenieść ciężar na stopy, przebite gwoździem, żeby podnieść Swoje ciało i w ten sposób opuścić klatkę piersiową i wypuścić powietrze z płuc.
13. Pozycja spoczynkowa Jego płuc znajdowała się na stałe w punkcie największego wdechu. Ukrzyżowanie to z medycznego punktu widzenia stan katastrofalny.
14. Problemem było to, że Jezus nie mógł w łatwy sposób oprzeć się o gwóźdź tkwiący w stopach, ponieważ mięśnie jego nóg, nieanatomicznie zgiętych pod kątem 45º, były skrajnie zmęczone i dotknięte silnym skurczem.

15. Wbrew obrazom z hollywodzkich filmów, ofiara ukrzyżowania nie była nieruchoma, ale przez cały czas się poruszała. Ukrzyżowany był zmuszony do podnoszenia i opuszczania swojego ciała o ok. 30 cm, żeby móc oddychać.
16. Oddychanie było związane z rozrywającym bólem, połączonym z ciągłym lękiem przed uduszeniem.
17. Po sześciu godzinach Męki, mięśnie ud i łydek Jezusa były wyczerpane i nie mógł już oprzeć ciężaru Swojego ciała na nogach. Rozciągnięcie stawów nadgarstków, łokci i barków oraz uniesienie klatki piersiowej postępowało, czyniąc oddychanie coraz trudniejszym. Już w pierwszych minutach ukrzyżowania, Jezus cierpiał na duszności.
18. Jego ruchy w górę i dół Krzyża wywoływały straszliwy ból w nadgarstkach, stopach i wyłamanych łokciach i barkach.
19. W miarę opadania Jezusa z sił, ruchy stawały się coraz rzadsze, ale lęk przed uduszeniem zmuszał go do dalszego wysiłku.
20. Nieanatomicznie ułożone mięśnie dolnych kończyn Jezusa były w stałym i bolesnym skurczu wywołanym Jego ciągłym podnoszeniem się w celu wykonania wydechu.
21. Każdy ruch wywoływał straszliwy ból nerwów pośrodkowych, rozerwanych przez gwoździe wbite w Jego nadgarstki.
22. Jezus był cały pokryty krwią i potem.
23. Krew była efektem biczowania, które o mało Go nie zabiło, a pot wynikiem ciągłego wysiłku podejmowanego, żeby wykonać wydech. Przez cały ten czas był obnażony, a żydowscy przywódcy, tłum i powieszeni z Nim skazańcy kpili z Niego i obrażali Go. Dodatkowo, świadkiem tej męki była Jego Matka.
24. Od strony fizjologicznej, ciało Jezusa przechodziło serie katastroficznych i śmiertelnych zdarzeń.
25. Ponieważ nie mógł normalnie oddychać, znajdował się w stanie niedotlenienia.
26. Jego ciśnienie krwi zaczęło spadać, a krew nie była w wystarczającym stopniu natleniona. Ponadto, w wyniku utrudnionego oddychania, poziom dwutlenku węgla (CO2) w Jego krwi stale rósł (medycyna nazywa ten stan hiperkapnią).
27. Rosnący poziom CO2 stymulował serce do szybszego bicia, żeby przyśpieszyć dostarczanie tlenu i odprowadzanie CO2.
28. Część mózgu Jezusa odpowiedzialna za kontrolę oddychania wymuszała na płucach szybszą pracę, w efekcie czego Jezus zaczął dyszeć.
29. Fizjologiczne odruchy zmuszały Jezusa do brania głębszych wdechów, przez co niezależnie od Swojej woli musiał zwiększać intensywność ruchów na Krzyżu, mimo ciężkiego bólu. Agonalne ruchy występowały kilka razy na minutę, ku radości kpiącego tłumu, rzymskich żołnierzy i Sanhedrynu.
30. Jednakże, ze względu na przybicie do Krzyża i rosnące zmęczenie, nie był w stanie dostarczyć większej ilości tlenu Swojemu niedotlenionemu ciału.
31. Niedotlenienie i nadmiar CO2 powodowały ciągłe zwiększanie tętna i doprowadziły do tachykardii.
32. Serce Jezusa zaczynało bić coraz szybciej, a Jego puls wynosił prawdopodobnie 220 uderzeń na minutę, czyli maksymalny normalnie możliwy do utrzymania.
33. Jezus nie pił nic przez ostatnie 15 godzin, od godziny szóstej wieczorem poprzedniego dnia.
Przeszedł biczowanie, które prawie doprowadziło do Jego śmierci.
34. Całe Jego ciało krwawiło z powodu ran powstałych podczas biczowania, nałożenia korony cierniowej, przebicia nadgarstków i stóp oraz otarć powstałych podczas upadków i bicia w trakcie drogi na Golgotę.
35. Ciało Jezusa było wysoce odwodnione, a Jego ciśnienie krwi niebezpiecznie spadało.
36. Wynosiło prawdopodobnie 80/50.
37. Jezus doznał wstrząsu I stopnia, ze względu na niskie ciśnienie krwi (hipowolemia), nadmiernie szybkie tętno (tachykardia), nadmiernie szybki oddech (tachypnoe) i nadmierne pocenie się (hiperhydroza).
38. Prawdopodobnie, około południa serce Jezusa zaczęło cierpieć na niewydolność.
39. Płuca Jezusa doznały obrzęku i zaczęły napełniać się płynem przesiękowym.
40. To wyłącznie pogorszyło Jego i tak ciężki oddech.
41. Jezus cierpiał na niewydolność serca i płuc.
42. Jezus zawołał „Pragnę”, ponieważ Jego ciału krytycznie brakowało płynów.
43. Aby uratować Jego życie, konieczna byłaby dożylna infuzja krwi i osocza.
44. Jezus nie mógł prawidłowo oddychać i powoli się dusił.
45/46. Na tym etapie, Jezus prawdopodobnie doznał wylewu osocza i krwi do osierdzia.
47. Płyny wokół w worku osierdziowym wywołały tamponadę serca, czyli uniemożliwiały prawidłowe jego bicie.
48. Ze względu na rosnącą intensywność pracy serca i zwiększającą się ilość płynów w osierdziu, serce Jezusa dosłownie pękło. Było to prawdopodobnie przyczyną Jego śmierci.
49. Aby spowolnić proces umierania, żołnierze umieścili na Krzyżu małe siedzenie, dając Jezusowi „przywilej” oparcia się na swojej kości krzyżowej.
50. W ten sposób, Jego męka mogła trwać nawet do 9 dni.
51. Gdy Rzymianie chcieli skrócić śmierć, łamali nogi skazańcom, powodując ich uduszenie w ciągu kilku minut. Nazywano to „crucifragium”.
52. Około trzeciej godziny po południu Jezus powiedział „Tetelastai”, czyli „Wykonało się”.
W tej chwili wyzionął Swojego Ducha i umarł.
53. Kiedy żołnierze podeszli, aby złamać mu nogi, był już martwy. Żadna z Jego kości nie została złamana, zgodnie z przepowiednią.
54. Jezus zmarł po sześciu godzinach najbardziej bolesnej i przerażającej tortury jaką kiedykolwiek wynaleziono.

Źródło: http://poznajpana.pl/anatomiczne-i-fizjologiczne-szczegoly-smierci-przez-ukrzyzowanie/

#ukrzyzowanie #mekapanska #chrzescijanstwo #jezus #ciekawostkihistoryczne #historia #katolicyzm #gruparatowaniapoziomu



Crock92 +1749
@pavul0n666: Oczywiście że ktoś taki istniał, dyskusyjne jest czy był synem dziadka mieszkającego w chmurach
+
GrammarNazi, +2290

Czy kogoś interesowałyby historie związane z #ufo? Jestem sceptykiem i zawsze szukam racjonalnych wyjaśnień takich opowieści związanych z ufo (o jakichś Emilcinach nie będę wspominał, bo to jedno wielkie iks de) , ale w anglojęzycznym necie jest całkiem sporo historii, które nierzadko nie mają wyjaśnień. Są też takie, które mają ciekawe i prawdopodobne wyjaśnienia nie związane z ufo i o nich też mógłbym pisać. Jeżeli kogoś by to interesowało, to chętnie zacząłbym opisywać takie zebrane do kupy historie zebrane z różnych zakątków internetu.

Na początek napisałbym o historii zaginionego pilota Felixa Moncli, który "ścigał" ufo, zaginął, a po dziś dzień nie ma po nim żadnego śladu.

Na koniec dodam, że ja również nie lubię takich "trailerów" jak ten, ale zwyczajnie nie chce mi się pisać o czymś, co nikogo nie zainteresuje.

#ufo #ciekawostki #zainteresowania #paranormalne #ciekawostkihistoryczne #historia



Thoro +590
Wołaj
eugeniusz_geniusz +449
@GrammarNazi: Mnie zainteresuje, plus na zachętę
+
DESiGNER86, +2049

#heheszki #humorobrazkowy #historia #koronawirus #bekazpisu #covid19 #strajkkobiet #takasytuacja



Logan00 +967
@DESiGNER86: Nie będą się uczyć, bo jak program historii pozostanie taki sam to nadal od podstawówki po technikum będą się uczyć ciągle o Sfinksach i Mezopotamii ( ͡° ͜ʖ ͡°)
boeing_boeing +837
@DESiGNER86: Jak będą mieli fuksa to dojadą do II wojny światowej. Pamiętajcie najważniejsza lekcja historii dla Polaka to wiedzieć w którym roku wybuchła bitwa pod Chocimiem itp. XD
+
Vavali, +1807

Niedawno zapukała do mojego mieszkania Policja w poszukiwaniu mojej siostry, która mieszka z chłopakiem 3 km ode mnie. Okazało się, ze musi się stawić na „już” w komisariacie z umowa kupnem-sprzedaży samochodu gdzie czekają na nią z wydziału kryminalnego i ze to bardzo pilne. Zadzwonilem na kamerce do siostry, a policjant do niej z zapytaniem „czy zgłaszała Pani zaginięcie auta XXX?”. Siostra jeździła pewnym samochodem z 4 lata i sprzedała komuś w tym roku, bo nadawał się na złom, a rzekomy kupiec wziął ja na części. Siostra jest właśnie na komisariacie . ciekawi mnie na co kryminalni? Ktoś chetny do dalszej historii? ( ͡° ͜ʖ ͡°) zawołam plusujacych. Może zna się ktoś, bo jakoś zawsze myslalem ze kryminalni to tylko jakieś zabójstwa czy coś (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

#policja #akcja #niewiemjaktootagowac #samochody #prawo #cotusieodpierdala #historia #pomocy


SamiecOmega +416
@Vavali: wołaj jak coś bedziesz wiedział
pogromca_idiotow +548
@Vavali: No to bardziej prawdopodobne że był użyty do przestępstwa, np. włamania, przemytu, handlu narkotykami itp.
+
uirapuru, +1575

Najszybciej poruszającym się obiektem stworzonym przez człowieka nie jest żaden samolot, czy rakieta a całkiem sporych rozmiarów pokrywa włazu.

Kiedy USA przystępowało do podziemnych testów nuklearnych, nikt nie wiedział, czego się spodziewać. Jeden z testowanych 26 lipca 1957 roku ładunków został umieszczony na dnie ponad 120 metrowej studni, którą postanowiono przykryć półtonową żelazną pokrywą. Podczas eksplozji studnia zamieniła się w olbrzymie rzymskie ognie, a samej pokrywy nie potrafiono nigdzie odnaleźć. Robert Brownlee, astrofizyk projektujący test, postanowił powtórzyć eksperyment używając kamer o wysokiej prędkości, żeby przekonać się, co się stało z pokrywą. Podczas kolejnego eksperymentu ładunek umieszczono na dnie prawie 200 metrowej studni, którą przykryto podobnym, 500 kilogramowym włazem. 27 sierpnia 1957 roku zdetonowano bombę. Kamery ledwo zdążyły zarejestrować uciekający w przestrzeń kawałek metalu. Z wyliczeń na podstawie klatek, którym się to udało, wynikło że pokrywa poruszała się z prędkością 125 000 mil na godzinę, co daje w przybliżeniu 56km na sekundę, czyli prawie 5 razy więcej niż wynosi prędkość ucieczki. Był to też najszybszy stworzony przez człowieka obiekt.

Fizycy od tego czasu wracali co jakiś czas do dyskusji o kolejnych dziejach dwóch stalowych pokryw. Całkiem niedawno symulacja komputerowa pozwoliła wyliczyć, że pokrywy nie spaliły się całkowicie przy przejściu przez atmosferę, ich resztki w okolicach 1961 minęły Plutona, a dziś zapewne są już daleko poza granicami Układu Słonecznego.

źródło: https://www.theregister.com/2015/07/16/america_soviets_space_race/

#ciekawostki #nauka #technika #historia



abcde +1068
@uirapuru: no po prostu pokrywy wyjebało w kosmos
Xaveri +841
@uirapuru: Kosmici uznają, że do nich strzelaliśmy i zaatakują w odwecie.
+
amantadeusz, +1561

Czasem kiedy rozmawiam z moją matką na temat jej młodości, poruszam temat jej wyjazdu do Berlina Zachodniego. Widzę wtedy ten błysk w jej oku, kiedy opowiada mi o swojej ucieczce z demoludów i pierwszych dniach na tej Ziemi Obiecanej, "dla mnie to było jak lot na księżyc". Uśmiechnięci, dobrze ubrani i zadbani ludzie na ulicach, bez tego socjalistycznego przygniecenia życiem. Po drogach suną "luksusowe" samochody, które dotychczas mogła oglądać tylko na zagranicznych filmach. W sklepach pułki wypełnione wszystkimi możliwymi towarami, uśmiechnięte ekspedientki częstujące ją próbkami rzeczy, o których istnieniu nie miała nawet pojęcia. W kontraście do zgorzkniałych bab w Społemach, traktujących cię z wyższością i podejrzliwością, że być może będziesz próbować podebrać im cenny towar spod lady.

I oczywiście Mur. Namacalny symbol tego kontrastu między jałową ziemią szaroburej chujozy. A kolorowym światem radości i dobrobytu. Po jednej jego stronie przeróżne grafitti i całkowity luz. Po drugiej, wieże wartownicze i żołnierze z ostrą bronią, pilnujący aby przypadkiem nikt nie uciekł z tego nieludzkiego, socjalistycznego eksperymentu. Popularną plotką krążącą wtedy po Berlinie Zachodnim były historie o pijanych Niemcach, którzy łazili pod Mur i dla żartów przerzucali swojego najbardziej pijanego ziomka na drugą stronę. Po kilku dniach stresów przeważnie taki delikwent w końcu zostawał zwracany przez wschodnich do domu. Zaraz przy Murze znajdowało się popularne muzeum socjalizmu, gdzie poza różnymi eksponatami można było wejść też na dawną wieżę wartowniczą i za miedziaka pooglądać przez lornetkę jak po drugiej stronie Muru żyją sobie dzieci gorszego Boga.

Była też oczywiście przy upadku Muru. Wtedy to na kilka dni cały Berlin wschodni wlał się do zachodniego. Młodzi berlińczycy ze wschodu szwendali się po zachodniej części nie mogąc uwierzyć w rzeczy, które właśnie dane im było zobaczyć. Niczym człowiek pierwotny, któremu właśnie pokazałeś start samolotu (tak jak ona sama nieco wcześniej). Jednak gdy początkowa euforia opadła zaczęły się pierwsze konflikty. Niemcy ze wschodu okazali się jacyś inni, dziwni. Jakby mentalnie uszkodzeni przez cztery dekady prowadzonych na nich doświadczeń realnego socjalizmu. Z jej relacji wynika też, że wtedy Niemcy dużo bardziej zaczęli cenić sobie Polaków. Niemiecki Hans biznesu dużo bardziej wolał zatrudnić jakiegoś Sławka czy Maćka niż swojego krewniaka ze wschodu, który przez cały dzień tylko się ociągał i narzekał, że ten jeszcze każe mu pracować.

Ten sam naród, ten sam język. Często te same, rozdzielone rodziny. A mimo to tak gigantyczny kontrast tylko z powodu innego systemu.

Morał tej historyjki jest taki, że nie wyobrażam sobie jakimi podludzkimi gnidami muszą być ludzie, którzy dziś, po tym wszystkim co musiały przechodzić poprzednie pokolenia chcieliby powrotu do tamtego systemu. Obyśmy już nigdy więcej nie musieli doświadczać tego co oni.

#historia #coolstory #antykapitalizm #libertarianizm #bekazlewactwa #ciekawostki



matiserek +522
@amantadeusz: podczas spaceru po Berlinie zachodnim oburzyly mnie plakaty zachęcające do przyjścia i angazowania sie w organizacjach komunistycznych(na plakacie che guevara, lenin i marks), kurwa w mieście tak skrzywdzonym przez komunizm(!)
Megawonsz_dziewienc +621
@amantadeusz: W sklepach pułki Wojsko w sklepach XD?
+
Kempes, +1523

#heheszki #historia @ColdMary6100



kamisiek +357
@Kempes: ostatni płomień zgasł ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Blackhorn +228
@kamisiek: ofiara komunistycznych kłamstw
+
AGS__K, +1347

XD

#historia #wiekismieszne #heheszki



Trojden +71
@AGS__K: Śpiewają "Atlas to najlepszy klej, wandalej..." :) #pdk
SergeantReal +89
@AGS__K: JAAAAAGIIIIIEŁŁŁOO!
+
SzyszQ, +1337

#heheszki #humorobrazkowy #historia



dracuch +213
@SzyszQ: A co to dopiero będzie gdy poleci ciepła ( ͡° ͜ʖ ͡°)
+
i_teraz_wchodze_ja_caly_na_bialo +287
@SzyszQ: Autentyk opowiedziany przez mojego znaomego starszego mężczyznę Żołnierze radzieccy szli przez wioskę i jeden krzyknał przez płot do kobiety w podwórzu. -Ej, dawaj mleko Ona odkrzykneła -Ale jeszcze nie dojone On -Dawaj niedojone
Zapaczony, +1297

Para sprzedająca ludzkie mięso na ulicy. Głód w Rosji (Povolzhye) w latach 1921–23.

Więcej zdjęć + tekst: http://fototekst.pl/bezlitosne-fotografie-glod-w-rosji-w-latach-1921-1923/

#historia #kanibalizm #glod #rosja


Halbr +455
(Povolzhye) @Zapaczony Powołże.
AmFast +1263
Jest kilka takich skromnych epizodzików, o których istnieniu chciałaby zapomnieć wszelakiej maści gawiedź bolszewików i komuchów, bo przeszkadza w propagandzie sukcesu i równości płci.
+
sebsossj, +1282

#humorobrazkowy #heheszki #bekazlewactwa #bekaztwitterowychjulek #historia



77023 +656
@sebsossj: jak to mówili, wódz wioski sprzedawał największych głąbów plemienia za paczke fajek, bo i tak nie miał z nich pożytku.
dr_Klotz +400
@sebsossj: Tak będąc dokładniejszym należałoby dolnego anglika zamienić na Żyda lub Araba ( ͡° ͜ʖ ͡°)
+
piotrveyner, +1280

#gruparatowaniapoziomu #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #rosja #czarnobyl

Kilka lat temu miałem okres, w którym nałogowo czytałem notki na Wikipedii oznaczone jako najlepsze - "Artykuły na medal". Doprowadziło to do zainteresowania trzema niezwykle ciekawymi zagadnieniami: miastami zamkniętymi, pierwszymi nieudanymi próbami przemysłowego wykorzystania atomu oraz najtragiczniejszymi w skutkach katastrofami okrętów atomowych, które były przez ZSRR budowane w pośpiechu, bez odpowiedniego know how, w ślepej pogoni za USA w dobie zimnej wojny. Dziś wklejam Wam najlepszy artykuł o tym ostatnim zagadnieniu, jaki znalazłem w polskim internecie. O dziwo nie z Wikipedii, a ze strony Koszalińskiego Portalu Modelarskiego. Tekst Marcina "Marwawa" Wawrzynkowskiego w oryginale znajduje się TUTAJ. Zachęcam do lektury! Na zdjęciu rozcięty wrak Kurska.

HOTEL HIROSZIMA

Prace nad pierwszymi atomowymi okrętami podwodnymi, nosicielami pocisków balistycznych, rozpoczęto w ZSRR w 1956 roku w biurze konstrukcyjnym CKB-18. Pracami zespołu kierował inż. S.N. Kowaliow. Projekt techniczny powstał na początku 1957 roku, a budowę pierwszego okrętu rozpoczęto w stoczni nr 402 w Siewierodwińsku 17 października 1958 roku. Nowe jednostki określono jako projekt 658 (klasa HOTEL). Zaprojektowano je jako jednostki dwukadłubowe, charakteryzujące się dużą dzielnością morską, która była niezbędna dla prawidłowego startu rakiet balistycznych R-13. Trzy wyrzutnie takich rakiet, stanowiących podstawowe uzbrojenie ofensywne okrętu, umieszczono w dużym opływowym kiosku. Ponadto uzbrojenie stanowiły cztery wyrzutnie torped kal. 533 mm, umieszczone w części dziobowej, oraz cztery wyrzutnie kal. 400 mm, które rozmieszczone po dwie na dziobie i rufie. Kadłub podzielono na 10 przedziałów wodoszczelnych. Dwa reaktory jądrowe chłodzone wodą o mocy 70 MW każdy, mieściły się w przedziale szóstym. Wytwarzały one parę dla dwóch turbin parowych napędzających dwie ośmiołopatowe śruby. Okręty projektu 658 miały długość 114 m, szerokość 9,2 m, wyporność na powierzchni - 4080 ton, w zanurzeniu - 5242 ton. Załogę stanowiło 125 oficerów i marynarzy.

Pierwszy z ośmiu zbudowanych okrętów oznaczono K-19 i zwodowano 11 października 1959 roku. Od samego początku miał on opinię jednostki pechowej - już w trakcie budowy doszło do szeregu tragicznych wypadków: sześć kobiet zatruło się oparami, w wyniku pożaru zginęło dwóch robotników, pokrywa luku rakietowego zmiażdżyła elektryka. Na domiar złego w kulminacyjnym momencie chrztu butelka szampana, zamiast roztrzaskać się o kadłub, ześlizgnęła się po rufie. W połączeniu z faktem, że okręt nie miał matki chrzestnej, kobiety jak nakazywała morska tradycja, a butelkę rzucał jeden z oficerów, odebrano to jako zły omen, który nie raz jeszcze dał o sobie znać. W kwietniu 1960 roku podczas przeprowadzania prób stoczniowych nastąpiła awaria w jednym z reaktorów. Podczas rejsu próbnego w sierpniu 1960 roku, w trakcie zanurzenia na 300 m w jednym z przedziałów wystąpił przeciek. Okręt uratowało awaryjne wynurzenie. Potem okazało się, że zwiodła niechlujnie zamontowana uszczelka. Te dwa wypadki opóźniły czas przyjęcia okrętu do służby. Ostatecznie nastąpiło to 12 listopada 1960 roku. Okręt pełnił służbę we Flocie Północnej. Dowódcą mianowany został kapitan I rangi Nikołaj Zatiejew.

W czerwcu 1961 roku K-19 wypływa w miesięczny rejs na Atlantyk. Jego zadaniem było odegranie roli amerykańskiego okrętu rakietowego w grze wojennej symulującej prawdziwy konflikt. Polegało ono na wypłynięciu na ocean niepostrzeżenie dla sił NATO, a następnie przedostaniu się pod lodem Cieśniną Duńską na Morze Barentsa i stamtąd dokonaniu odpalenia ćwiczebnej rakiety w kierunku radzieckiego terytorium. Wszystko przebiegało zgodnie z planem. Do czasu. 4 lipca 1961 roku nad ranem kapitan Nikołaj Zatiejew otrzymał dramatyczny meldunek: "W prawym reaktorze ciśnienie spadło do zera". Doszło do przerwania systemu chłodzenia. Wskazówka temperatury reaktora wykroczyła poza skalę, rozgrzewał się on teraz bez żadnej kontroli. Wszyscy byli świadomi powagi sytuacji, wszystkie przebyte szkolenia przewidywały taką ewentualność. Przegrzanie rdzenia jego stopienie mogło skutkować wybuchem termicznym, eksplozją o nie tak niszczycielskich skutkach jak wybuch jądrowy, ale wciąż bardzo niebezpiecznej dla środowiska. W szczytowym okresie zimnej wojny, skażenie oceanu nie było jednak tak istotne jak inne zagrożenia. Do awarii na K-19 doszło podczas wzrostu napięcia wokół sytuacji w Berlinie, a oba supermocarstwa – USA i ZSRR były praktycznie gotowe do wojny. Sytuację pogarszał fakt, że niedaleko - na wyspie Jan Mayen - znajdowała się stacja radiowa NATO. Pojawienie się w jej pobliżu okrętu z głowicami nuklearnymi na pokładzie rodzi obawę, że Pakt odbierze to jako prowokację albo wręcz akt agresji. Reaktor musi zostać zatem schłodzony. Zatiejew daje rozkaz wynurzenia okrętu. Próbuje nawiązać łączność z dowództwem i zameldować o awarii, lecz uszkodzona antena dalekiego zasięgu uniemożliwia mu to. Tymczasem ciśnienie w reaktorze spadło, a chłodziwo zaczęło wrzeć. Doszło do samoczynnego wyłączenia się reaktora. Temperatura w przedziale reaktora osiągnęła 140 °C, a promieniowanie w pomieszczeniu kontrolnym wzrosło do 50 R/h. System awaryjnego chłodzenia nie zadziałał, zresztą w takiej sytuacji byłby niewydajny. Kapitan zdawał sobie sprawę, że reaktor musi być schłodzony, a jedyna możliwość to naprawa systemu chłodzenia we własnym zakresie. Na okręcie w tym czasie rosło promieniowanie. Paliwo w reaktorze osiągnęło maksymalną temperaturę 800 °C Pojawił się wtedy pomysł zaimprowizowanego systemu chłodzenia, w postaci dospawania do reaktora rury doprowadzającej wodę. Jednakże jego realizacja wymagała wejścia do napromieniowanego przedziału. Zarówno dowódca jak i marynarze ochotnicy dobrze wiedzieli, że wejście do tego przedziału oznacza pewną śmierć. Wtedy okazało się, że na okręcie nie było specjalnej odzieży chroniącej przed promieniowaniem. Marynarze wchodzili zatem do komory reaktora w skafandrach przeciwchemicznych i maskach przeciwgazowych, choć nie mogły one dać im przed radiacją żadnej ochrony. Innej odzieży ochronnej na okręcie po prostu nie było. Pracowali na zmianę po 5 do 10 minut. Zbliżali się do rdzenia reaktora i widzieli z bliska błękitną poświatę tak zwanego promieniowania Czerenkowa. Podczas spawania instalacji, nad stosem atomowym pojawiło się również inne zjawisko niewidziane dotychczas - niebiesko-fioletowy płomień, który udało się ugasić. Pracujący w komorze reaktora marynarze przyjęli śmiertelną dawkę promieniowania. Wystarczyło 5 minut pracy w silnie skażonym pomieszczeniu, aby zapadali na chorobę popromienną w najostrzejszej postaci. Z komory reaktora wychodzili puchnący i poparzeni. Byli trudni do rozpoznania, z ich ust sączyła się żółć, a pocili się krwią. Wyli z bólu, pozostawali przytomni i świadomi. Ośmiu marynarzy którzy własnymi rękami naprawiali uszkodzony układ chłodzenia reaktora, zmarło w mękach po tygodniu, góra kilkunastu dniach. Dotarcie do bazy Zapadnaja Lica nie wchodziło w grę, gdyż odległość wynosiła ponad 2,5 tys. km. W przypadku rejsu do tej bazy Zatiejew, skazałby na śmierć resztę załogi. Podwyższone promieniowanie cały czas rozprzestrzeniało się po okręcie, narażona była cała załoga, ponad 130 osób. W nadziei spotkania innych radzieckich okrętów biorących udział w manewrach, kapitan rozkazał płynąc na południe. Wkrótce doszło do spotkania z okrętem podwodnym S-270 o napędzie spalinowo - elektrycznym, który zdjął ponad połowę załogi. Pozostałą część ewakuowano wkrótce na inną jednostkę. Załoga opuściła K-19 w niecałą dobę po awarii. Marynarzy przebadano oraz poddano zabiegom dezaktywacyjnym - w praktyce zmywano z nich skażenie. Na lądzie podzielono ich, z uwagi na różny stopień napromieniowania, pomiędzy wojskowe instytuty, szpitale i sanatoria. Tam w wyniku choroby popromiennej umierali kolejni członkowie załogi.

Dowództwo floty usiłowało zrobić z kapitana Zatiejewa kozła ofiarnego i obarczyć go winą za awarię. Zarzucano mu porzucenie okrętu. Doszło nawet do tego, że jeden z dowódców Floty Północnej rozkazał zniszczyć pomnik, wzniesiony na jednym z nadbrzeży przez rezerwową załogę K-19 na cześć poległych kolegów. Przeprowadzone śledztwo wykazało, że zarówno kapitan Zatiejew jak i jego załoga nie mogli się w kryzysowej sytuacji zachować się lepiej. Ujawniło za to konstrukcyjne i instalacyjne błędy w systemie reaktora, które były rzeczywistą przyczyną awarii. Okazało się, że podczas prac w stoczni nie zabezpieczono należycie rur systemu chłodzenia. Podczas prac spawalniczych padały na nie krople roztopionego metalu, co w efekcie doprowadziło później do powstania pęknięć. Wyniki śledztwa utajniono jednak na lata. Dowództwo nie chciało zniechęcać potencjalnych kandydatów do służby na okrętach z napędem atomowym. O przyczynach awarii nie poinformowano także dowódców innych okrętów atomowych; stwierdzono, że przyczyną awarii był nieszczęśliwy wypadek. Marynarzom z K-19 przyznano w końcu państwowe odznaczenia. Zatajono również fakt, że marynarze w wyniku awarii cierpieli na chorobę popromienną. Komisje lekarskie wpisywały do akt, że wszyscy badani marynarze cierpieli na "zespół asteno-wegetatywny" czyli dolegliwości na tle psychicznym. Tego rodzaju wpisy stanowiły trwałą skazę w aktach osobowych. W ciągu następnych dwóch lat zmarło jeszcze 14 członków załogi, natomiast pozostali cierpieli na mniej lub bardziej poważne dolegliwości zdrowotne związane z napromieniowaniem. Kapitan Zatiejew nie objął już dowództwa okrętu podwodnego. Pełnił natomiast funkcję zastępcy dowódcy dywizjonu atomowych okrętów podwodnych Floty Północnej. Po ciężkiej chorobie płuc zmarł w 1998 roku. Pochowany został na Cmentarzu Kuźmińskim w Moskwie, wśród poległych marynarzy z K-19. Tam również w latach 90. postawiono pomnik upamiętniający śmierć marynarzy.

K-19 przeżył większość ze swojej załogi. Odholowany został do bazy w Polarnym koło Murmańska. Silne napromieniowanie powodowało skażanie wszystkiego w promieniu 700 m. Uznano jednak, że bardziej opłaca się odkażanie i remont niż złomowanie. Prace trwały przez trzy lata. Okręt odkażono, w ramach prac remontowych wymieniono uszkodzony reaktor. K-19 został w końcu przywrócony do służby, lecz nie oznacza to, że jego pech nie dawał już o sobie znać. Doszło jeszcze do dwóch poważnych wypadków z udziałem tej jednostki. 15 listopada 1969 roku na Morzu Barentsa doszło do kolizji K-19 z amerykańskim okrętem podwodnym USS Gato, jednakże tym razem obyło się bez poważniejszych uszkodzeń. Znacznie bardziej brzemienny w skutkach był wypadek z 24 lutego 1972 roku. Wtedy to na pokładzie przebywającego w zanurzeniu około 1300 km na północny wschód od wybrzeży Nowej Fundlandii K-19 zapalił się olej hydrauliczny, co doprowadziło do pożaru. Okręt uratowano, jednak śmierć poniosło 28 marynarzy. W 1979 roku K-19 stał się okrętem łącznościowym. Funkcję tę pełnił do 1991 roku, kiedy to został wycofany zezłomowany. Przez cały okres służby nosił nieoficjalną, nadaną przez marynarzy nazwę "Hiroszima".

"JAK PODAJE AGENCJA ITAR TASS…

…atomowy okręt podwodny Kursk podczas manewrów Floty Północnej na Morzu Barentsa doznał poważnych uszkodzeń i osiadł na dnie". Tę wiadomość pamiętam jak dzisiaj. Był 12 sierpnia 2000 roku, spędzałem z rodziną urlop nad morzem. Byłem odcięty od własnej dokumentacji i nie nawet nie kojarzyłem nazwy Kursk z konkretnym typem okrętu. Jednak od początku coś nie pasowało mi w informacjach podawanych przez media za rosyjską agencją. Bo co to znaczy "osiadł na dnie"? Owszem okręty podwodne czasami stosują tego typu manewr, zazwyczaj dla zmylenia przeciwnika, ale są wtedy w pełni sprawne. W przypadku Kurska mogło to oznaczać właściwie tylko jedno - zatonięcie, o czym wtedy nie mówiono w sposób wyraźny i dosłowny. Uszkodzony okręt leży na dnie i trwa akcja nawet nie ratunkowa, ale mająca na celu nawiązanie kontaktu z załogą.

Wtedy podano również, że Kursk był okrętem należącym do projektu 949a. Były to potężne jednostki o długości 155 m i pełnej wyporności 16400 ton. Zaprojektowane jako nosiciele pocisków manewrujących i przeznaczone były do niszczenia grup lotniskowcowych państw NATO. Rozwijały prędkość 32 węzłów w zanurzeniu, zaś ich załogi liczyły po 110 oficerów i marynarzy. Napęd stanowiły dwa reaktory chłodzone wodą o mocy 98 tys. KM każdy. W ZSRR, a później w Rosji określano je również jako atomowe podwodne krążkowniki rakietowe. Uzbrojone były w 6 wyrzutni torpedowych oraz 24 wyrzutnie manewrujących pocisków przeciw okrętowych kompleksu P-700 Granit. Budowę "Kurska" rozpoczęto w 1992r. w stoczni Siewmasz (Siewiernoje Maszynostroitielnoje Priedprijatije) w Siewierodwińsku niedaleko Archangielska. Budowa została oficjalnie ukończona w grudniu 1994 roku, a okręt wcielono w skład Floty Północnej. Ponieważ okręty należały do najnowocześniejszych w Marynarce Wojennej Rosji, a zarazem najpotężniejszych na świecie, wiadomość o awarii obiegła cały świat lotem błyskawicy, zaś wszyscy mający choć trochę pojęcia o atomowych okrętach podwodnych zdawali sobie sprawę z powagi sytuacji na Morzu Barentsa. Na oczach całego świata rozgrywał się dramat marynarzy - doszło do jednej z największych katastrof morskich w historii.

10 sierpnia 2000 roku Flota Północna miała rozpocząć wielkie letnie manewry na Morzu Barentsa. Brało w nich udział około 30 jednostek nawodnych w tym 6 podwodnych oraz lotnictwo. Rola Kurska, dowodzonego przez kpt I rangi G. Laiczina, podobnie jak i 5 pozostałych okrętów podwodnych, polegać miała na odpaleniu dwóch torped ćwiczebnych w kierunku eskadry jednostek nawodnych. Celem Kurska miał być flagowiec Floty Północnej, krążownik rakietowy Piotr Wielikij. Jedną z przeznaczonych do ćwiczeń była najprawdopodobniej torpeda typu 298A PV kalibru 650 mm. Do napędu tej torpedy zastosowano stężony nadtlenek wodoru tzw. HTP oraz naftę. 2 sierpnia 2000 roku o 11:28 czasu moskiewskiego w przygotowywanej do strzału torpedzie doszło do wycieku HTP poprzez wadliwie wykonany spaw. Właściwości HTP w reakcji z metalem doprowadziły do eksplozji o sile prawie 100 kilogramów trotylu, która wywołała wstrząs o sile 1,5 stopnia Richtera. Przy zamkniętym luku torpedowym jej siła skierowana zostałaby na zewnątrz wyrzutni przez dziób okrętu, nie powodując większych szkód, lecz pech chciał, że akurat w chwili wybuchu luk tylna pokrywa luku wyrzutni nie była domknięta - wykonywano ostatnie czynności przed jej zamknięciem. W wyniku wybuchu została ona wyrwana z wyrzutni i odrzucona w głąb przedziału. Eksplozja zabiła na miejscu załogę przedziału torpedowego i spowodowała silny pożar, który przez szyb wentylacyjny rozprzestrzenił się na kolejne przedziały zabijając większość załogi w następnych przedziałach i centrali. Szalejący pożar wywołał jednoczesną eksplozję 7 kolejnych torped. Wybuch miał siłę 3,5 stopnia w skali Richtera. Fala uderzeniowa tej eksplozji zdemolowała praktycznie całe wnętrze okrętu aż do przedziału reaktorów atomowych. Zostały one wyłączone, nie wiadomo czy automatycznie, czy w ostatniej chwili wyłączył je główny mechanik. Jednocześnie przez uszkodzoną część dziobową do wnętrza okrętu zaczęła się wdzierać woda morska. Kursk zatonął na głębokości 108 metrów na pozycji 69°37'00" N i 37°34'25" E. uderzając dziobem o dno morskie.

Automatyczna boja sygnalizacyjna, która powinna samoczynnie uwolnić się, wskazując położenie wraku pozostała na swoim miejscu (według niektórych hipotez na czas manewrów mogła zostać dezaktywowana). Tymczasem we wnętrzu Kurska pozostali jeszcze żywi ludzie. W dziewiątym przedziale zgromadziło się w sumie 23 marynarzy i pod dowództwem najstarszego stopniem kpt. III rangi D. Kolesnikova oczekiwało na pomoc. Zapasów tlenu, wody i żywności mieli na kilka dni. Ponieważ reaktory atomowe były wyłączone, a zasilanie awaryjne było na wyczerpaniu, ludzie pozostawali w całkowitych ciemnościach i ze zmniejszającą się ilością tlenu. Próba wydostania się na powierzchnię morza poprzez właz ewakuacyjny, obarczona była zbyt dużym ryzykiem. Marynarze musieli mieć pewność, że nad wrakiem muszą znajdować się jednostki, które od razu podejmą ich na pokład. Marynarze używali chemicznych zestawów do regeneracji powietrza, które oczyszczały je z dwutlenku węgla i wzbogacały jednocześnie w tlen. Miały one jednak zasadniczą wadę - przy kontakcie z wodą lub ropą następował ich samozapłon. Najprawdopodobniej przypadkowe zamoczenie jednego z takich zestawów wywołało pożar w przedziale i pozbawiło marynarzy tlenu i napełniło pomieszczenie tlenkiem węgla. W wyniku zatrucia nim zginęli wszyscy marynarze czekający na pomoc. Przed śmiercią kpt. D. Kolesnikov zanotował nazwiska 23 marynarzy i zostawił ostatnią notatkę:

"Jest zbyt ciemno, ale spróbuję pisać po omacku. Chyba nie ma szans, 10-20 procent. Mamy nadzieję, że ktoś to jednak przeczyta. Poniżej jest lista ludzi z załogi innych przedziałów, którzy zgromadzili się w dziewiątym i będą próbowali wyjść. Pozdrowienia dla wszystkich, nie trzeba rozpaczać. Kolesnikov".

Sonary na pozostałych jednostkach uczestniczących w manewrach zarejestrowały obie eksplozje na Kursku, lecz nikt nie zgłosił tego. Wszyscy uważali, że to jeden z elementów zaplanowanych ćwiczeń. Dopiero wieczorem, kiedy pozostałe 5 okrętów podwodnych zdało swoje raporty ze strzelania torpedowego, zaś Kurskiem nie można było nawiązać kontaktu, wszczęto akcję poszukiwawczą. Było to utrudnione z uwagi na pokrywające kadłub okrętu podwodnego płyty dźwiękochłonne wykonane z gumy, mające na celu utrudnienie wykrycia go przez sonar. Dopiero następnego dnia rano sonary na krążowniku Piotr Wielikij lokalizują wrak. Około godziny 8:40 na miejsce katastrofy przypływa statek ratowniczy „Michaił Rudnicki”. Wtedy okazuje się, że Rosja nie dysponuje nowoczesnym batyskafem, gdyż dwie najnowsze jednostki tego typu wynajęto do celów komercyjnych. Przestarzałe pojazdy ratownicze podejmują nieudane próby dokowania na luku awaryjnym dziewiątego przedziału. O całej sytuacji rosyjskie władze informują dopiero w poniedziałek 14 sierpnia 2000 roku. Informacje są skąpe i sprzeczne z sobą. Twierdzono między innymi, że katastrofa miała miejsce w niedzielę, a nie w sobotę. Podawano również informację o łączności radiowej z załogą, a później, że porozumiano się z nią stukaniem w kadłub. W rzeczywistości obie informacje nie były prawdziwe. Już nocy z poniedziałku na wtorek napływają oferty pomocy w akcji ratunkowej z USA, Wielkiej Brytanii i Norwegii, jednakże spotykają się z odmową Rosji. Kwestia pomocy jest omawiana w kwaterze głównej NATO. Tymczasem opinia publiczna jest coraz bardziej oburzona opieszałością Rosji w prowadzonej samodzielnie akcji i kolejnych odmowach przyjęcia pomocy z zewnątrz. Dopiero w środę po południu pod wyraźnym naciskiem opinii Rosja oficjalnie prosi o pomoc Norwegię i Wielką Brytanię, informując, że nie ma odpowiedniego sprzętu, aby przeprowadzić akcję ratunkową samodzielnie. Jest już jednak za późno, tego samego dnia wicepremier Rosji Ilja Klebanow oświadcza, że na Kursku nie ma już śladów życia. W czwartek wieczorem na miejscu katastrofy pojawiają się jednostki ratownicze, między innymi statek Norman Pioneer z brytyjskim batyskafem ratunkowym LR5 wraz z brytyjsko-norweską załogą. Do czasu ich przybycia Rosjanie podjęli wiele nieudanych prób dotarcia do wnętrza Kurska, sytuację pogarszały również niekorzystne warunki pogodowe. Dopiero w niedzielę zezwolono norweskim nurkom na rozpoczęcie akcji. Zaczęto od sfilmowania wraku, a następnie zbadano kadłub. Do wnętrza Kurska Norwegowie dotarli dopiero w poniedziałek, 21 sierpnia 2000 roku po otwarciu włazu awaryjnego w dziewiątym przedziale. Okazało się, że przedział jest zatopiony, znajdują się w nim ciała marynarzy. Stało się jasne, że nie było szans, by ktoś przeżył. Akcja ratunkowa zostaje przerwana. Wrak Kurska został wydobyty w 2001 roku przez firmy holenderskie i norweską a następnie przetransportowany do stoczni w Roslakowie koło Siewieromorska, gdzie dotarł w październiku 2001 roku. Na dnie pozostała jedynie odcięta część dziobowa. Oficjalną przyczynę katastrofy ogłoszono 1 lipca 2002 roku. Rosyjski minister przemysłu i nauki Ilja Klebanow ogłosił, że przyczyną katastrofy był wybuch torpedy, spowodowany wyciekiem nadtlenku wodoru, który wywołał eksplozję w wyrzutni torpedowej, a następnie wybuch amunicji.



rouli +287
@Polanin: typie jesteśmy na forum ze śmiesznymi obrazkami a nie ginekologicznym. Nie łapiesz żartów to na elektrode dzidaj.
DeadIy +88
@piotrveyner: Pozdrowienia dla wszystkich, nie trzeba rozpaczać. Kolesnikov Kolesnikov przekojot.
+
Artktur, +1271

Detale na dłoni Dawida wyrzeźbione przez Michała Anioła

#ciekawostki #sztuka #rzezba #historia



a665321 +885
@Artktur: jest jeden mięsień który jest widoczny tylko gdy mały palec jest wyprostowany - na jednej rzeźbie widać ten detal u niego

mixererek +382
@Artktur: Polecam Florencję, głównie przez Galleria dell’Accademia, Uffizi i Santa Maria del Fiore. Miasto to typowy włoski syf z dziką ilością turystów. A muzea (po kilku godzinach w kolejce stania) to jedne z najlepszych rzeczy jakie zobaczycie w życiu.
+
smialson, +1248

Pochowani na Wawelu niebędący królami bądź biskupami (bo oni tam spoczywają z tradycji):
Ks. Józef Poniatowski, Tadeusz Kościuszko, Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki, Józef Piłsudski, gen. Władysław Sikorski.
Wielu z nich przeniesionych do Krakowa kilkadziesiąt lat po śmierci.
Pod wpływem emocji i braku przemyślenia pochowano tam Parę Prezydencką, która nic nie miała wspólnego z Krakowem i nie zrobiła nic wielkiego dla Polski. Powinni spoczywać w Warszawie.
#bekazpisu #wawel #smolensk #historia


dthprf +582
@smialson: daj spokój, całe to państwo to prywatny folwark Jarusia. Nie pod wpływem emocji, tylko tego kretyna, samozwańczego zbawiciela.
Sekularyzacja +232
@smialson: tablica powinna zostać. Jedność narodowa była dopóki ten dziad nie zaczął organizować miesięcznic, które trwają już 11 lat. Dopóki nie postawiono schodów, pomnika Lecha i nie zaczęli robić cyrków na Krakowskim Przedmieściu z obroną krzyża. Jarek sobie sektę stworzył.
+